×

5,4 %. Inflacja spada, ale usługi nadal drożeją

Inflacja spada, szczególnie inflacja usług w Polsce – rosnące koszty zdrowia, hoteli i napraw

Cykl „Jedna liczba”

5,4 procent.

Inflacja  spada, ogółem do celu NBP, lecz ceny usług wzrosły w czerwcu aż o 5,4 procent. Najnowsze dane o produkcji, sprzedaży i zatrudnieniu pokazują gospodarkę silną, ale coraz bardziej selektywną. Tyle wyniosła inflacja usług w Polsce w czerwcu 2026 roku w porównaniu z poprzednim rokiem. W tym samym czasie inflacja ogółem spadła do 2,5 procent, czyli znalazła się dokładnie w centralnym punkcie celu inflacyjnego Narodowego Banku Polskiego.

Na pierwszy rzut oka to dobra wiadomość. Po latach gwałtownych podwyżek tempo wzrostu cen wyraźnie osłabło. Gdy jednak spojrzymy głębiej, zobaczymy gospodarkę poruszającą się z dwiema różnymi prędkościami.

Ceny towarów wzrosły w czerwcu o 1,3 procent rok do roku. Ceny usług – o 5,4 procent. W porównaniu z majem cały koszyk konsumpcyjny potaniał o 0,5 procent, ale usługi podrożały o kolejne 0,6 procent.

Inflacja ogółem wróciła do celu NBP, ale ceny usług nadal rosły ponad czterokrotnie szybciej niż ceny towarów.

I właśnie ta różnica mówi dziś o sytuacji polskich przedsiębiorców i konsumentów więcej niż sam główny wskaźnik inflacji.

Czerwiec 2026 Rok do roku Miesiąc do miesiąca
Inflacja ogółem +2,5% –0,5%
Towary +1,3% –0,9%
Usługi +5,4% +0,6%
Dynamika cen towarów i usług konsumpcyjnych w czerwcu 2026 roku. Źródło: GUS.

Inflacja spada: ceny nie wracają

Spadek inflacji nie oznacza, że ceny wróciły do poziomu sprzed kilku lat. Oznacza jedynie, że ich dalszy wzrost jest wolniejszy.

Ta różnica jest dobrze rozumiana przez ekonomistów, ale znacznie trudniej dostrzec ją podczas codziennych zakupów. Konsument nadal płaci więcej niż rok wcześniej za prywatną opiekę medyczną, ubezpieczenie, naprawę, usługę fachowca, pobyt w hotelu, posiłek w restauracji czy zajęcia sportowe.

To właśnie usługi stają się dziś jednym z najbardziej uporczywych źródeł wzrostu kosztów życia.

Towary mogą tanieć dzięki niższym cenom części surowców, sprawniejszym łańcuchom dostaw, produkcji na dużą skalę i silnej konkurencji międzynarodowej. Usługi są znacznie bardziej zależne od wynagrodzeń, energii, najmu, podatków, regulacji oraz dostępności pracowników.

Nie da się zmagazynować wizyty lekarskiej ani obsługi prawnej. Nie można wyprodukować opieki nad seniorem na zapas. Trudno też przenieść lokalną usługę do kraju, w którym koszty pracy są niższe.

Dlatego inflacja usług zwykle wygasa wolniej niż inflacja towarów.

Najnowsze dane nie potwierdzają kryzysu

Czy wysokie ceny usług oznaczają, że polska gospodarka wyraźnie zwalnia?

Odpowiedź nie jest jednoznaczna.

Produkt krajowy brutto w pierwszym kwartale 2026 roku wzrósł realnie o 3,5 procent w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. To wynik świadczący o wzroście, a nie o recesji.

Dobre wiadomości przyniosły również dane o przemyśle. W czerwcu produkcja sprzedana przemysłu była o 7,6 procent wyższa niż rok wcześniej oraz o 2 procent wyższa niż w maju. W całym pierwszym półroczu produkcja wzrosła o 3,9 procent w porównaniu z pierwszą połową 2025 roku.

Jeszcze mocniejszy sygnał pojawił się 22 lipca. Sprzedaż detaliczna w cenach stałych wzrosła w czerwcu o 6,2 procent rok do roku i o 1,4 procent w porównaniu z majem. Po wyeliminowaniu czynników sezonowych była o 4,7 procent wyższa niż rok wcześniej. W całym pierwszym półroczu zwiększyła się realnie o 3,5 procent.

Szczególnie szybko rosła sprzedaż mebli, sprzętu RTV i AGD, farmaceutyków i kosmetyków, samochodów oraz paliw. To ważne, ponieważ zakupy dóbr trwałych zazwyczaj wymagają większej decyzji finansowej.

Czerwcowe dane pokazują więc, że konsumenci nie zamknęli portfeli i nadal są gotowi do ponoszenia większych wydatków.

Dwie wiadomości z rynku pracy

Również sytuacja na rynku pracy nie mieści się w prostym obrazie gospodarczego załamania.

W czerwcu przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw było o 5,9 procent wyższe niż rok wcześniej. Płace rosły więc szybciej niż ceny konsumpcyjne, co oznaczało wzrost ich realnej wartości.

Jednocześnie przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było o 0,9 procent niższe niż w czerwcu 2025 roku.

Te dwie liczby warto czytać razem.

Pracownicy, którzy pozostają zatrudnieni, mogą dysponować większą realną siłą nabywczą. Firmy nie zwiększają jednak zatrudnienia z podobną pewnością. Wyższe wynagrodzenia mogą podtrzymywać konsumpcję, ale spadek liczby etatów pokazuje ostrożność przedsiębiorców.

Pracodawcy nadal potrzebują kompetentnych ludzi, lecz znacznie dokładniej sprawdzają, czy nowy etat jest niezbędny i czy przyniesie konkretny efekt.

PMI ostrzega, chociaż produkcja rośnie

Jeszcze inny obraz przedstawia wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu.

W czerwcu spadł on z 49,4 do 46,1 punktu. Wynik poniżej 50 punktów sygnalizuje pogorszenie warunków działalności w badanych przedsiębiorstwach. Firmy wskazywały między innymi na słabsze nowe zamówienia i ograniczenie aktywności. Był to najmocniejszy sygnał pogorszenia od lipca 2025 roku.

Jak pogodzić słaby PMI z wysokim wzrostem produkcji przemysłowej?

Nie trzeba wybierać jednej z tych liczb i odrzucać drugiej.

Produkcja mierzona przez GUS opisuje wynik osiągnięty w konkretnym miesiącu. PMI jest badaniem przedsiębiorstw i pokazuje, jak zmieniają się zamówienia, aktywność, zatrudnienie i oczekiwania w stosunku do miesiąca poprzedniego.

Firma może mieć obecnie dużo pracy, ale jednocześnie obserwować słabszy napływ nowych zleceń. Może realizować wcześniejsze zamówienia i równocześnie ostrożniej patrzeć na kolejne miesiące.

Dobre wyniki bieżące nie muszą więc oznaczać pełnego optymizmu dotyczącego przyszłości.

Gospodarka nie zwalnia równomiernie

Najważniejszy wniosek brzmi: polska gospodarka nie znajduje się obecnie w gwałtownym kryzysie, ale również nie rozwija się w sposób jednakowy we wszystkich obszarach.

Produkcja i sprzedaż detaliczna rosną. Wynagrodzenia zwiększają się realnie. Inflacja ogółem wróciła do poziomu celu NBP.

Jednocześnie firmy ograniczają zatrudnienie, przemysł sygnalizuje słabsze zamówienia, a usługi drożeją ponad czterokrotnie szybciej niż towary.

To nie jest obraz recesji. To obraz gospodarki selektywnej.

Pieniądze nadal znajdują się na rynku, ale decyzje mogą być podejmowane ostrożniej. Klienci mogą częściej pytać nie tylko o cenę, lecz także o zakres, ryzyko, warunki rezygnacji oraz mierzalny rezultat.

Nie zawsze wybiorą najtańszą ofertę. Mogą jednak odłożyć decyzję, zmniejszyć zamówienie albo oczekiwać większej pewności, że wydatek ma sens.

Co przewiduje Narodowy Bank Polski?

Lipcowa projekcja Narodowego Banku Polskiego zakłada wzrost PKB o 3,7 procent w 2026 roku, a następnie osłabienie dynamiki do 2,8 procent w 2027 roku. Średnioroczna inflacja ma wynieść odpowiednio 2,9 i 2,7 procent.

Nie jest to prognoza gwałtownego załamania. Bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz stopniowego osłabienia tempa wzrostu, zwłaszcza gdy zacznie wygasać część impulsów inwestycyjnych i funduszy europejskich.

Głównymi źródłami niepewności pozostają ceny energii i żywności, sytuacja geopolityczna, kurs walutowy, popyt zagraniczny oraz trwałość wzrostu wynagrodzeń.

Dlatego spadku inflacji nie należy utożsamiać z całkowitą stabilnością kosztów.

Trzy budżety zamiast jednego

Przygotowując plany na 2027 rok, przedsiębiorstwa nie powinny ani ogłaszać kryzysu, ani zakładać, że obecne warunki pozostaną niezmienne.

Rozsądne będzie przygotowanie trzech wariantów budżetu.

  1. Wariant bazowy – kontynuacja umiarkowanego wzrostu gospodarczego.
  2. Wariant ostrożny – osłabienie sprzedaży i większa presja klientów na ceny.
  3. Wariant kosztowy – ponowny wzrost kosztów energii, ubezpieczeń, najmu, usług IT lub podwykonawców.

Spadek sprzedaży o 5 czy 10 procent nie jest tu prognozą dla całej gospodarki. Jest testem odporności przedsiębiorstwa.

Warto także przeanalizować strukturę oferty. W wielu branżach skuteczne może być stworzenie trzech poziomów produktu lub usługi: podstawowego, standardowego i rozszerzonego.

Klient, który staje się ostrożniejszy, nie zawsze musi całkowicie rezygnować. Może wybrać mniejszy zakres.

Równie ważne jest skrócenie terminów płatności, stosowanie zaliczek, kontrolowanie należności oraz sprawdzanie, czy zbyt duża część przychodów nie zależy od jednego odbiorcy.

Wartość zamiast samej widoczności

W gospodarce, w której pieniądze nadal są wydawane, ale znacznie dokładniej oceniane, zmienia się także język sprzedaży.

Nie wystarczy powiedzieć, że produkt jest dobry, publikacja prestiżowa, wydarzenie atrakcyjne, a usługa profesjonalna.

Trzeba pokazać, jaki będzie rezultat.

Do kogo dotrze klient? Jaką relację zbuduje? Jakie ryzyko ograniczy? Ile czasu oszczędzi? Co będzie mógł wykorzystać ponownie? Jak zmierzy efekt po trzydziestu, sześćdziesięciu lub dziewięćdziesięciu dniach?

Im większa niepewność, tym większego znaczenia nabierają wiarygodność, dowody i przejrzystość oferty.

Nie każda dobra liczba oznacza koniec problemu

Liczba 5,4 procent nie jest zapowiedzią katastrofy.

Jest jednak ostrzeżeniem przed zbyt prostą interpretacją spadku inflacji. Ceny usług nadal rosną wyraźnie szybciej niż ceny towarów, a część kosztów codziennego życia i prowadzenia działalności pozostaje pod presją.

Jednocześnie najnowsze dane o produkcji i sprzedaży pokazują, że polska gospodarka nadal ma siłę. Konsumenci dokonują zakupów, przedsiębiorstwa produkują, a płace rosną realnie.

Nie każda dobra liczba oznacza więc, że wszystkie problemy zniknęły. Nie każda słaba liczba zapowiada kryzys.

Najważniejsze jest to, co zobaczymy dopiero wtedy, gdy odczytamy je razem.

Gospodarka nie zatrzymała się. Zmieniły się jednak zasady, według których klienci, pracownicy i przedsiębiorcy podejmują decyzje.

A w takich warunkach wygrywają niekoniecznie ci, którzy zaoferują najniższą cenę, lecz ci, którzy najdokładniej pokażą wartość.


Opracowanie redakcyjne: Redakcja Magazynu Czerwona Szpilka

Artykuł został przygotowany na podstawie danych Głównego Urzędu Statystycznego, Narodowego Banku Polskiego oraz S&P Global. Stan danych: 22 lipca 2026 roku. 


Źródła danych