KSeF jako test granic kontroli
Czy KSeF jest reformą, czy zmianą relacji państwo–gospodarka? W debacie coraz częściej wybrzmiewa pytanie nie o samą cyfryzację,
lecz o sens budowania równoległego systemu, który przenosi ryzyko i odpowiedzialność na przedsiębiorców.
Impulsem do napisania tego tekstu była publiczna dyskusja, jaka wywiązała się po jednym z głosów przedsiębiorców krytycznie
oceniających KSeF. Wśród nich szczególnie wyraźnie wybrzmiały tezy sformułowane przez Jacka Czaudernę w mediach społecznościowych.
Nie cytuję ich wprost — bo nie o powielanie chodzi — ale o rozwinięcie pytania, które coraz częściej słyszę w środowisku gospodarczym:
czy KSeF jest reformą, czy zmianą relacji państwo–gospodarka?
Od ponad pięćdziesięciu lat działam w biznesie i życiu publicznym. Widziałem już wiele projektów określanych jako „niezbędne”,
„nowoczesne” i „nieuniknione”. Część z nich rzeczywiście porządkowała rzeczywistość. Inne — po latach — okazywały się kosztownymi
eksperymentami, których skutki ponosili nie autorzy koncepcji, lecz przedsiębiorcy.
KSeF coraz częściej postrzegany jest właśnie w tej drugiej kategorii.
Nie dlatego, że przedsiębiorcy boją się cyfryzacji. Cyfryzacja w Polsce już się wydarzyła. Państwo już dziś posiada szczegółowe dane
o obrocie gospodarczym. JPK dostarcza informacji o fakturach, VAT, kontrahentach i przepływach finansowych. To fakt, nie opinia.
Dlatego pytanie nie brzmi: „czy państwo powinno mieć dane?”,
lecz: po co budować drugi, równoległy system oparty na tych samych informacjach?
W praktyce KSeF nie upraszcza obrotu gospodarczego. Przenosi odpowiedzialność. Dotąd punktem odniesienia była rzeczywista transakcja
gospodarcza, udokumentowana fakturą. Teraz coraz częściej pojawia się pytanie, czy kluczowa stanie się faktura „poprawna systemowo”,
nawet jeśli jej zgodność z realną operacją będzie kwestionowana.
To zasadnicza zmiana logiki.
Centralizacja całego fakturowania w jednym systemie państwowym oznacza nie tylko wzrost kosztów po stronie firm, ale także przesunięcie
ryzyka systemowego na przedsiębiorców i księgowych. Oznacza jedno centralne wąskie gardło dla całej gospodarki i uzależnienie ciągłości
obrotu od sprawności administracji oraz infrastruktury IT.
To nie jest neutralna decyzja technologiczna.
To zmiana równowagi odpowiedzialności.
System — z definicji — nie ponosi odpowiedzialności za błąd, awarię ani nadużycie. Odpowiedzialność poniesie zawsze przedsiębiorca.
Także wtedy, gdy problem nie wynika z jego działania, lecz z ograniczeń narzędzia, które zostało mu narzucone.
Do tego dochodzi kwestia bezpieczeństwa danych. Centralne gromadzenie wszystkich faktur, w tym informacji wrażliwych, tworzy ryzyko systemowe.
To ryzyko, które w razie materializacji dotknie nie administrację, lecz rynek.
Warto w tym miejscu zadać pytanie polityczne, które coraz częściej pojawia się w debacie publicznej: skoro KSeF był wcześniej krytykowany
jako projekt nieprzygotowany, dlaczego dziś jest wdrażany niemal bez korekt? Co się zmieniło — poza kontekstem władzy?
Jeśli dane już są w rękach państwa, a nowe rozwiązanie zwiększa koszty i ryzyka, to trudno uznać je za odpowiedź na realny problem.
Coraz częściej jawi się raczej jako test granic kontroli — i odporności środowiska przedsiębiorców.
Być może właśnie KSeF stanie się momentem przebudzenia. Nie przeciwko państwu, lecz w obronie zasad, na których opiera się zdrowa gospodarka:
zaufania, stabilności prawa i odpowiedzialności po obu stronach.
Bo prawo ma służyć gospodarce.
Nie podporządkowywać jej administracji.
Nota redakcyjna: Tekst powstał jako głos w debacie wywołanej publicznymi wypowiedziami przedsiębiorców krytycznie oceniających projekt KSeF,
w tym stanowiskiem Jacka Czauderny aktywnego przedsiębiorcy, opublikowanym w mediach społecznościowych.
Jacka Czauderny



Opublikuj komentarz